pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2005

Robię krótką przerwę w opowiadaniu, co nie znaczy ze jeszcze dziś wieczór nie pojawi się jego część. Jednak teraz chce wam zamieścić moje wypracowanie pt: „I oto znalazłam się w krainie czarów”. Jego ewentualny ciąg dalszy, jeśli taki nastąpi, lub jeśli wy będziecie chcieli by nastąpił znajdzie się na www.pani-nad-nimfami.blog.pl.
Oto ono:

„I oto znalazłam się w krainie czarów”

Wielka biblioteka publiczna, robiła wrażenie. Oczywiste było, iż jest dużo mniejsza od biblioteki narodowej, jednak stojąc między półkami pełnymi książek, łatwo ulegało się złudzeniu, iż nie ma końca. Szybko, niemalże na palcach, by nie zakłócić niezwykłej ciszy, poszłam w stronę mojego ulubionego działu: Fantasy. Moją uwagę przykuła niewidziana wcześniej okładka. Od razu zauważyłam, że książka jest stara. Wykonana z barwionej na zielono skóry okładka, ozdobiona była czymś, co przypominało szmaragdy. Dopiero po chwili dotarło do mnie jak zabawna była ta myśl. Prawdziwe szmaragdy w bibliotece, też coś. Jednak książka mnie zaciekawiła. Wzięłam ją udałam się do lady bibliotekarki. Miłą pani szybko wpisała książkę do kartoteki… Zaraz, zaraz, jakiej kartoteki, przecież w bibliotece od dawna są komputery. Lekko zdumiona zapytałam nieznaną mi bibliotekarkę, co się stało z komputerami. Kobieta popatrzyła na mnie zdziwiona, a po chwili zapytała, co to są komputery. Nawet nie próbowałam tłumaczyć. Wzięłam książkę i udałam się do wyjścia.
Wyszłam mrużąc oczy przed niezwykle jasnym słońcem. To, co ujrzałam za drzwiami zaprało mi dech w piersiach. Gdzie ja byłam? Na pewno nie było to moje ukochane miasto. Powoli ruszyłam przed siebie, przede mną rozciągało się miasto. Kryte strzechą dachy i bielone wapniem ściany, przed domami ogrody zaś za nimi poletka obsiane młodym zbożem. Dalej był rynek z wielką fontanną, przy której zbierały się młode panny głośno o czymś rozmawiając. Na rynku kramarze zachwalali swoje produkty, i każdemu przechodniowi próbowali coś wcisnąć. Zaciekawiona podeszłam bliżej chcą zobaczyć, jaką walutą się posługują. Chwile później po długich targach usłyszałam jak handlarz wymienia cenę „5 Serrów i niech będę stratny”, długowłosy mężczyzna zapłacił i odszedł, dopiero, gdy odgarną włosy za ucho zrozumiałam, iż był elfem, Nie wiedziałam jak to możliwe, ale w tym miejscu spełniały się wszystkie moje marzenia, czyżbym znalazła się w krainie czarów tak jak bohaterka książki Lewisa Carrolla „Alicja w krainie czarów”. Czy w ogóle istnieją krainy czarów?
Wtem niedaleko mnie rozległ się krzyk:
- Złodziej! Łapać złodzieja! Elfi pomiot! Straże łapać go!
- Panie, panie, co się dzieje, czego pan tak krzyczy w biały dzień? – Jakiś niedoinformowany przechodzień uspokajał handlarza.
- Przejście dla straży! Przejście! Czego krzyczycie obywatelu?
- Panie okradł mnie, kryte szczerym złotem lusterko zabrał i uciekł. Panie łapcie go błagam. – Handlarz zaczął prosić na kolanach
- Jak wyglądał?
- Panie obcy jakiś, jak każdy elf długowłosy, spiczasto – uchy, tylko ubiór jakiś inny, nie tutejszy, niezwykle kolorowy. O panie patrzcie, ona, ta dziewczyna też się ubiorem wyróżnia, może ona coś wie. – Zdumiona zauważyłam, że handlarz wskazuje na mnie. Owszem nie miałam tak samo szarego ubrania jak on, ale żeby mnie posądzać o kradzieże?
Jednak straże najwyraźniej nie zauważyły jak bardzo absurdalny jest ten pomysł i zaraz mnie otoczyły. Trzech strażników wyciągnęło w moją stronę prawą rękę. Wypowiedzieli kilka cichych słów i po chwili oplotły mnie świecące sznury. Czary? Nie wiedziałam nic o owym złodzieju, więc nic im nie mogłam powiedzieć, dowódca straży uznał jednak ze kłamię i kazał mnie zamknąć w więzieniu. Po prostu pięknie. Trochę tu pewnie posiedzę, ledwo znalazłam się w krainie czarów a już siedzę w więzieniu, to się nazywa pech. Po jakiejś pół godzinie siedzenia bezczynnie, czego nienawidzę, usłyszałam dość głośny huk. Drzwi mojej celi otworzyły się, za nimi stał wysoki elf, którego posądzono o kradzież.
- Wybacz, że przeze mnie tu trafiłaś, dziewczynko. – Elf mówił cicho, ale hardo.
- Wybacz, ale nie jestem dziewczynką, mógłbyś się ruszyć? Chciałabym stąd wyjść. – Po półgodzinie siedzenia w ciasnej celi niespecjalnie miałam ochotę na pogaduszki, a zwłaszcza z kimś, kto zwraca się do mnie per: dziewczynko. Elf chwile mi się przyglądał, ale w końcu się odsunął, stwierdziłam, że w mieście raczej nikt mi nie pomoże po tym jak wtrącono mnie do więzienia, zaś poza miastem widziałam tylko las. Chcąc nie chcą udałam się w jego kierunku, po minucie marszu zatrzymałam się i spojrzałam na elfa, który szedł dwa kroki za mną?
- Bawi cię to?
- Owszem, przyznaje, że to zabawne, ale nie po to idę za tobą, po prostu chciałem cię zapytać jak masz zamiar opuścić miasto? – Spoglądał na mnie z lekkim uśmiechem.
- Może… Przez bramę? – Odpowiedziałam wskazując w jej kierunku.
- Wybacz, ale po tym, co się stało raczej nie będą chcieli cię wypuścić, a zwłaszcza ze mną.
- Chcesz mi powiedzieć, że tu utknęłam?! Czarów nie znam, więc jak mam opuścić to okropne miasto?!
- Czary? To dobry pomysł.
- Daj spokój nie wmówisz mi ze umiesz czarować, z tego, co wiem to, to nie możliwe, choć gdyby było chciałabym to potrafić.
- Czary nie istnieją? – Elf zaśmiał się, jakbym powiedziała coś wielce zabawnego. – Wyciągnij przed siebie prawą rękę i pomyśl o kamieniu, tylko małym.
- Niby, po co?
- Zobaczysz.
Co mi tam. Wyciągnęłam przed siebie rękę i wyobraziłam sobie mały kamyk, po chwili na mojej dłoni uformował się mały szary kamyczek. Patrzyłam na to oniemiała.
- Podobało ci się? – Elf uśmiechną się lekko. – No to teraz pokażę ci prawdziwe czary.
Położył dłoń na moim ramieniu, a chwile później znaleźliśmy się za bramą. I oto znalazłam się w krainie czarów. Złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąc w stronę lasu.
- Tak właściwie to jak masz na imię? – Elf spojrzał na mnie z zaciekawieniem.
- Anna, a ty?
- Cinaed Vardamir, masz ładne imię wiesz? W moim języku znaczy ono „dar”.
- Naprawdę? Tak właściwie to, dokąd idziemy?
- Do wierzby, zapytać kotki o radę?
- Słucham?
- No chyba wiesz, że na wierzbie rosną kotki prawda? Więc kotki z wielkiej wierzby wiedzą o wszystkim, co się dzieje na świecie i udzielają rady. Masz wielkie szczęście, jeśli któryś z nich zeskoczy z wierzby i postanowi z tobą zostać. Wtedy nazywa się je kotołakami, gdyż mogą przyjmować postać ludzkich chłopców.
- Czekaj, chcesz powiedzieć, że na wierzbach rosną prawdziwe kotki, takie miauczące? Pręgowane? – To było szalone. Teraz sobie przypomniałam fragment „Alicji po drugiej stronie lustra”. Gdy ona przeszła przez lustro to kwiaty, z którymi rozmawiały powiedziały jej, że na wierzbie rosną kotki, jednak Alicja uznała to za naiwność kwiatów, a teraz ten mi mówi, że na wierzbie naprawdę rosną kotki.
- Twoim zdaniem, jakie miałyby rosnąć szczekające? Rzeczywiście są tam pręgowane, ale nie tylko. Jednak dojdziemy tam dopiero jutro. Dziś udamy się do wioski elfów, potrzebne ci przecież nowe ubranie. – Elf popatrzył krytycznie na mój strój. Spojrzałam po sobie, no cóż, mój obecny ubiór pozostawiał wiele do życzenia. Moje czarne spodnie były rozdarte i zabrudzone, a wcześniej fioletowa koszulka wyglądała teraz jak szmata do podłogi. Jedyne, co utrzymało się w dobrym stanie to pleciona torebka. Gdy jednak podniosłam wzrok natychmiast zapomniałam o stroju. Już wcześniej weszliśmy do lasu jednak tyle się działo, że nie zwracałam uwagi na otoczenie. Teraz jednak mogłam podziwiać las w całej jego okazałości. Wokół mnie były tysiące drzew, każde różniło się lekko kolorem liści, które delikatnie poruszał wiatr, przefiltrowane przez nie promienie słoneczne tańczyły na ściółce tak wesoło ze zdawało się, iż każda roślina żyje. Ziemię porastała trawa, mech, gdzieniegdzie jakieś małe roślinki, których nie umiałam opisać. Były też młode, sięgające mi zaledwie do pasa drzewka, oraz całe mnóstwo kwiatów. Kwiaty… Były ich tysiące, we wszystkich kolorach tęczy, Żółte przypominające gwiazdki, pomarańczowe trochę podobne do naszych bratków, jakieś niebieski przypominające nieduże kielichy na wodę, Czerwone maki i wiele, wiele, innych, których nazw nie znałam.
- Podoba ci się tutaj? – Głos Cinaeda dotarł do mnie jak przez mgłę.
- Tak, jest po prostu cudownie, nawet nie wiem jak to opisać.
- To las elfów, Rionellidaren. Jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie, a oto i wioska.
Wioska elfów zupełnie różniła się od miasteczka widzianego przeze mnie wcześniej. Domy były drewniane, jedynie kominy były kamienne, nie było tu pól, ziemia sama rodziła. Nie było ogrodów, bo kwiaty rosły wszędzie. Małe elfie dzieci biegały boso po zielonej trawie, a kobiety zbierały owoce. Wtem usłyszałam głos mego towarzysza.
- Oto i sklep.
- Cinaed, ja jestem ci bardzo wdzięczna za uwolnienie mnie i zaprowadzenie tutaj, jednak ja nie mam pieniędzy.
- Żartujesz? Tu się nie płaci, elfy nie używają monet, ziemia rodzi dla nas, dlatego mamy wszystkiego pod dostatkiem, a nadmiar towarów oddajemy podróżnym, którzy tego potrzebują, sklep jest rzeczywiście złą nazwą, ale to jedyny sposób by przetłumaczyć zrozumiale nasze określenie: Tier-Lay co znaczy dosłownie „otrzymaj dar”.
- Acha
Weszliśmy do Tier-Lay, Cinaed podszedł do pani za ladą i coś do niej powiedział w niezrozumiałym dla mnie języku. Po chwili przywołał mnie gestem ręki. Pani chwile na mnie spoglądała, a potem zniknęła na zapleczu. Po kilku minutach wyszła stamtąd, z naręczem ubrań. Cinaed wyszedł a ja się przebrałam przy pomocy Elfiej pani. Następnie wyszłam przed sklep zawołać Cinaeda. On wszedł się jeszcze pożegnać, a potem poprowadził mnie w głąb wioski. Ja tymczasem przyglądałam się swojemu nowemu ubiorowi. Miałam na sobie długą, zieloną tunikę z rozszerzanymi rękawami, na to srebrzystą kamizelkę. Na nogach miałam wygodne, skórzane, brązowe spodnie, a na stopach lekkie, wysokie buty do pół łydki. Te noc spędziłam w domu Cinaeda. Chciałam go jeszcze zapytać, czemu mi pomaga byłam jednak zbyt zmęczona, a on wyszedł. Rano już nie pamiętałam. Wyruszyliśmy w dalszą drogę skoro świt, dlatego już o 10:00 stanęliśmy pod wierzbą.
- Witaj wielka wierzbo, witajcie wiele-wiedzące koty wierzbowe. – Cinaed powitał drzewo. W odpowiedzi usłyszeliśmy głośne miauczenie, a po chwili z drzewa zeskoczył rudy kot z zielonymi oczami, chwilę na nas patrzył, potem podszedł do mnie i otarł się o moje nogi. Cinaed patrzył na to z podziwem. Następnie kot się odezwał:
- Witajcie, wiem, po co tu przybyliście znam wasze myśli, jeśli chodzi o ciebie, złodzieju Cinaedzie, to, czego szukasz jest w niej i tylko z nią to odnajdziesz. Zaś ty panno, aby wrócić do domu musisz przeczytać zieloną książkę. Jednak to nie wszystko musisz wiedzieć, że tu wrócisz, przekraczając granicę twego świata na zawsze się z nim związałaś.
- Czyli mam tylko przeczytać książkę?
- Owszem, tylko wiedz, że ja pójdę z tobą.
- Ze mną, ale ja ma w domu kota.
- Ja jestem Kotołakiem, a nie kotem i to w dodatku twoim Kotołakiem.
- Nie chciałbym wam przeszkadzać, ale co to znaczy ze tylko z nią znajdę to, czego szukam, uwolniłem ją, bo po trochu przez mnie wpadła w tarapaty, ale co ona ma wspólnego z moją sprawą?
- Nie rozumiesz. Ta dziewczyna nie pochodzi z naszego świata, teraz jednak musi do niego wrócić, a ja udam się tam wraz z nią.
Wyjęłam książkę, o której zdążyłam zapomnieć i otworzyłam na pierwszej stronie.

„To, co czytasz jest drzwiami pomiędzy krainą czarów, a światem ludzi”

Poczułam coś dziwnego, jakby mnie coś ciągnęło i po chwili znalazłam się w bibliotece. Spojrzałam w stronę bibliotekarki i zobaczyłam znajomy komputer. Z szerokim uśmiechem podeszłam do lady.
- Chciałabym wypożyczyć tą książkę.
- Przykro mi to nie jest nasza książka, jeśli to ma być żart to dość kiepski i co tu robi ten kot?
Ja tylko kiwnęłam głową i zdumiona wyszłam z biblioteki, jeszcze raz popatrzyłam na niewinnie wyglądającą książkę, pokręciłam głową, pogłaskałam Kotołaka i ruszyłam w stronę domu.
I oto znalazłam się w krainie czarów.

tekst jest zwalony od Mario, bez pytania o zgodę ;-D

„Zanim pójdę” – HappySad

Ile jestem ci winien,
ile policzyłas mi za swą przyjaźń?
Ale kiedy wszytsko już oddam,
czy będziesz szczęśliwa i wolna?
Czy będziesz szczęśliwa i wolna?
Czy…

Ale zanim pójdę,ale zanim pójdę, ale zanim pójdę
chciałbym powiedzieć ci, że:
Miłość to nie pluszowy miś,ani kwiaty.
To też nie diabeł rogaty, ani
Miłość, kiedy jedno płacze, a drugie po nim skacze…
Miłość to żaden film w żadnym kinie, ani róże, ani całusy: małe, duże
Ale miłość – kiedy jedno spada w dół – drugie ciągnie je ku górze.

Ile jestem ci winien,
ile policzyłas mi za swą przyjaźń?
Ile były warte nasze słowa kiedy próbowaliśmy wszytstko od nowa?
Kiedy próbowaliśmy wszystko od nowa….

Ale zanim pójdę…x3

Tak, myślę ze wreszcie mogę powiedzieć o przyjaźni. Myślę, że tym razem rzeczywiście jest to przyjaźń. Moją przyjaciółką po długim czasie nazwę:
Lily – Lily Starlight (mam nadzieje, że ta osoba wie, że to o niej)
oraz
Mario – która raczej tu nie zagląda, ale myślę ze mogę ją nazwać przyjaciółką.
Ammixiel – czy to jest przyjaźń nie mam pojęcia, ale mam nadzieje, że tak.
Jest jeszcze Asia S., ale ją jeszcze za mało znam.
No i oczywiście ze starych przyjaciółek jest wciąż moja kochana Asia T.

Pozdrawiam
Wasza
Irmina Garret
|
Assassin
|
Luminalate
|
Nuinavariel

Burza…
Ot tak…
Siedzieliśmy w pizzerii, błysnęło, grzmotnęło i się zaczęło. Czekałam na to już parę dni. Co było do zjedzenia zjadłam i postanowiłam wrócić na piechotę. Gdy wyszłam poczułam się taka, tak wolna i szczęśliwa. Chciałam tak stać i stać…
Jednak pobiegłam. Tuż przed klatką zaczął padać grad. Letnia burza…
Jak ja kocham deszcz…

boli…

Brak komentarzy

Czemu to musi boleć?
Czemnu brak drugie osoby tak boli?

resztę napisze w swoim pamiętniku…
tym w zeszycie…

Co do poprzedniej notki:

Mam dość
Niedopowiedzianych zdań
Mam dość
Niedopowiedzianych słów
Mam dość
Niezrozumianych intencji
Mam dość
Własnej interpretacji
Mam dość
Niespełnionych marzeń
Mam dość
Ludzi z pretensjami
Mam dość
Udawania zawsze do usług

Widzicie…
To nie tak…
Ja nic do was nie mam…
Ja tylko zawsze chciałam komuś pomóc…
Zrobić coś dla kogoś…
I rzeczywiście mi się udawało…
Tylko teraz to się na mnie mści…
Bo między rozmyślaniami o problemach L i K…
Nie mam miejsca na to, co jest ze mną…
Mam problemy z uporządkowaniem osobowości…

Mam problem ze sobą…

Taaaaa….
Jakoś mi tak nie słabo…
Nie wiem, co ze sobą zrobić. Mam dość osób, które czegoś oczekują. Chciałabym nie musieć słuchać kolejnych problemów Kaszy, komentarzy aL, tak naprawdę to w tej chwili najlepiej dogaduje się z Mario i z Lil, ale nie mogę oczekiwać ze zawsze będę mogła z nimi pogadać. Wszyscy mają swoje problemy, ja też. Chciałabym zaprzyjaźnić się z Chrystianem…

„O Chrystianie”
Chrystian chodzi do naszej klasy, ale nie jest jej pełnoprawnym uczniem. Unika lekcji jak tylko może, nawet ostatnio uciekł przez okno. Pali i pewnie również pije. Ma nieciekawych kolegów. Jednak czy to jest powód by go skreślać? Czy z tego powodu mamy prawo pozbawiać go przyszłości? Co nam zrobił?

Więc chciałabym się z nim zaprzyjaźnić. Tylko on mi nie pozwala. Chciałabym znaleźć odwagę by powiedzieć aL prawdę. Chciałabym, ale tej odwagi nie mam. Ostatnio zawalam wszystkie sprawy… Nic mi się nie chce robić. Wiosna jest taka piękna… Jednak historia lubi się powtarzać. Ja nie potrafię się przyjaźnić. Nawet teraz. Gimnazjum, w klasie mam obojętnych mi ludzi, poza klasą albo tak samo albo wręcz wrogów. Czy to musi tak wyglądać? Co ja takiego zrobiłam?

Oj tak, mam problemy z osobowością…

Wasza Irmina Garret
Znana również jako Assassin

Na czas żałoby narodowej bez względu na zdanie innych zamykam bloga….

Pani J. Niech pani się nie martwi, Jemu jest teraz lepiej.

Jan Paweł II
Nasz papież
Polak
Odszedł

Niech tam gdzie trafi… Gdziekolwiek to jest… Niech tam będzie mu dobrze… Oby odnalazł tam to w co wierzył…

Odszedł…
Czas biegnie nieubłaganie…

Irmina Garret


  • RSS