pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 9.2006

„Uważaj na sąsiadów swych, bo lubią dawać cynk” – T.Love „KING”

***

Ktoś bardzo mi bliski chciał popełnić samobójstwo.
Nie udało mu się.
Dziękuję bogu, w którego nie wierzę, za to zę ta osoba żyje.
Bo śmierć to nie odwaga, godna pochwał w stylu: „rany, ja to bym w życiu…” itp.
Śmierć to ucieczka, przed problemem, którego, na dodatek, nie rozwiązujemy, a często zaogniamy.
Więc dlaczego uciekamy w śmierć?
By uniknąć odpowiedzialności?
By zwrócić uwagę na nasze problemy?
Moze po to by ktoś nas kochał, stojąc nad naszym grobem?

Ale…

Mimo wszystko, należy pomyśleć…
Bo może jest ktoś kto kocha nas teraz, takich jakimi jesteśmy.
Kto pomoze nam znieść odpowiedzialność. Pomoze z problemem i przytuli gdy tego będzie trzeba.
Warto o tym [pamiętać, bo czasami nasza śmierć moze skrzywdzić kogoś tysiąc razy bardziej niż nas spojrzenie w oczy problemowi.

***

Dla kobiety, osóbki, przyjaciółki, siostry z wyboru, kochanej, małej, wyższej, rudej, czarnej, zagubionej, opuszczonej, smutnej, wesołej, zakochanej, samotnej, wybranej.
Moze po prostu dla ciebie ****
Wracaj do zdrowia…
I nigdy więcej nie sądź, że jesteś sama i nie ma rozwiązania.

***
Zaznaczam ze zarówno, ja jak i osoba która chciała zginąć jesteśmy kobietami. Nie jesteśmy lesbijkami. nie mamy nic do lesbijek, do facetów też nie.
8 notka…

Tak wyszło…
Irmina Garret

Uwaga: Notka ta jest zapisem rozmowy prowadzonej pomiędzy mną a bliską mi osobą. Zapisuje tylko swoje słowa.
Nawet te gorzkie.

***

Ogólne zniechęcenie do robienia czegoś co wcześniej lubiłam robić..
To nawet nie dołek, tylko fascynuje mnie to jak się zmieniam i czasami tych zmian żałuję.
Tak na siebie patrzę i widzę to. Zaakceptowałam pewne rzeczy, pewne właśnie przestałam akceptować… To dziwne.
Ostatnio mam tak jakoś wszystkiego dość, pomstuje na życie dookoła mnie i zauważam taką… bezsensowność poczynań, to że wszystko jest niezależne od naszej woli i upodobań…
To co kiedyś było częścią mnie jest mi teraz coraz dalsze, i ciężko mi nawet powiedzieć że znalazłam coś na miejsce tych rzeczy… ja po prostu staję się jakaś taka obojętna, a jednocześnie wszystko mnie denerwuje, nawet ludzie których przecież dotychczas lubiłam stają mi się jacyś tacy puści i nawet ci oryginalni okazują się tylko niewolnikami jakiegoś wizerunku myśli czy kompleksu… To takie irytujące… Ostatni strasznie mnie wkurzyła M… Jeszcze niedawno sama pewnie bym się śmiałą z jej słów a teraz wydała mi się tak… Beznadziejna i ograniczona. Ja przecież bardzo lubię M. ale ostatnio tak jakoś coraz trudniej mi zaakceptować to jaka jest. Nawet trudno mi bluźnić bo wydaje mi się to takie puste i na siłę. Dołuję mnie nasza klasa, chłopaki, dziewczyny, słowa, zachowania etc.
W moim przypadku jest naprawdę dużo wyalienowania. Prawie zawsze jestem w jakieś opozycji i nie mam tak że jest ktoś tylko dla mnie, zawsze jestem tylko alternatywą… M… zaczęła coś wrzucać na plastyczkę, że niska ma piskliwy głos i farbowana na biało i ja miałam autentyczną ochotę rzucić M. w twarz żeby się od babki odwaliła, bo ja ją lubiłam i w sumie była fajną kobietką, a jej sposób bycia i ignorowanie docinek na temat wzrostu mi imponował. Ale tylko stamtąd wyszłam… A ja niedawno… M. mi imponowała, swoim stylem odwagą… ja bym nigdy nie umiała być taka, ale teraz to mi się wydaje takie sztuczne i na siłę. Takie podkreślanie własnej wartości. Ja nigdy nie byłam dobra w grupie, nie umiem akceptować cudzych wad, ale staram się pracować nad swoimi, nienawidzę jak ktoś coś robi i ma gdzieś konsekwencje, zagrożenia, nie cierpię fałszywości i boję się ufać, nie umiem okazywać prawdziwych uczuć tylko bronie się tym ze jestem wulgarna… Ja się boję, boję się mówić o tym co czuję, czego się boję, ja się tak naprawdę strasznie boję odrzucenia, samotności, drwin. Z jednej strony praca w jakiejkolwiek grupie mi nie wychodzi, z drugiej boję się, że nigdy nie będę miała nikogo bliskiego, nie umiem płakać, szczerze się śmiać, bo boję się, że inni uznają to za jakieś dziwactwo, z jednej strony olewam to co mówią inni, ale wewnątrz, każda nieprzyjemna uwaga strasznie mnie boli, nienawidzę ludzi którzy żyją nie patrząc na innych i nienawidzę ludzi którzy udają że inni ich obchodzą żeby dobrze wyglądać. Nie umiem się przyjaźnić ani z nikim związać, bo boję się oddać wszystko drugiej osobie, świetnie mi idzie słuchanie, dochowuję tajemnic, ale rzadko dzielę się własnymi bojąc się, że ktoś je wykorzysta. Dla mnie uczucia innych są ważne i potrafię bronić kogoś mi obcego z całego serca, ale nie umiem dać serca żeby mógł go bronić ktoś drugi, zbyt się boje że ktoś mi je złamie, nie umiem zaufać, uwierzyć, że ktoś będzie inny, że wszystko będzie trwać, że to będzie coś ważnego i że nie przeminie jak deszcz który pada gwałtownie i równie gwałtownie przechodzi. Wierzę w uczucia, ale nie potrafię ich… przyjąć? To nie jest dobre słowo, nie umiem zaryzykować, postawić wszystkiego na jedną kartę, śmieję się gdy śmieją się inni, bo gdy śmieję się sama wszyscy pytają dlaczego, nie umiem żartować, i przestać mówić, gdy przestać trzeba. Czasami powinniśmy mówić dalej, ale przestajemy, a czasami mówimy choć nie jest to właściwy moment.


  • RSS