pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 7.2008

Burza…
Tak jakoś jest burzowo. Leniwie, niecierpliwie. Duszno i mokro i tak cały dzień. Nieciekawie.

Wieczorem padał deszcz. Laika powiedziała, ze anioły płaczą. Ona zna się na takich rzeczach.

Teraz jest burza, jedna po drugiej. Burza, burza, burza, błysk.

Gdy
zadawano mi pytanie, kto jest dla mnie autorytetem nie umiałam znaleźć
odpowiedzi. Dlaczego? Przecież żyłam już w tych czasach, kiedy autorytety były.
Mimo to nie znalazłam kogoś, kogo myśli i czyny byłyby dla mnie światełkiem w
tunelu życia.

Może
szukałam nie dość dobrze?

Może.

Umiera
kolejny wielki polak. Człowiek, który zmienił świat, ale dla mnie jest postacią
z lekcji WOS-u. Nie jest człowiekiem żywym. Dlatego, dla mnie nie umarł
autorytet, dla mnie umarła legenda.

Więc (tak, wiem) gdzie moje autorytety?
Czy może to, że jest pokój sprawia, że nie ma szansy dla wielkich by stać się
wielkimi?
Nie.
Mój autorytet to moja babcia, która ciężko chora, co roku sadzi kwiaty, których
nie ma sił podlewać. To moja druga babcia, która cały czas walczy o to by nie
zostać babcią.
Moj autorytet to dziadek. Siedemdziesięcioletni profesor ogrodnictwa i
warzywnictwa, prawie oślepiony i pozbawiony częściowo władzy w ręku przez
granat, który wybuchł mu przed laty w dłoni. Niesamowity człowiek, który
sprawnie posługuje się komputerem, ma trzy adresy email, mówi i czyta płynnie
po angielsku, czyta newsy w internecie po polsku i angielsku, jest w swojej
dziedzinie uznanym autorytetem i pisze na komputerze książki. Niesamowity
człowiek, który ledwo, co słyszy i z trudem panuje nad rękami.
Mój autorytet?
Moje nauczycielki z gimnazjum. Moja wychowawczyni i polonistka. Moja
matematyczka z liceum.
Trzy niesamowite kobiety, które sprawiły, że czułam się pełnoprawnym obywatelem
i uczniem.
Autorytet?
Moi rodzice, którzy mając troje dzieci po latach skończyli studia przerwane
przeze mnie. Dwoje niesamowitych, inteligentnych, zgodnych ludzi z czwórką
dorastających dzieci. Harmonia mojego domu i pełne poparcie z ich strony.
Anonimowa kobieta mieszkająca gdzieś w kraju, którego nigdy nie zobaczę, głodna
i spragniona, kobieta, której nie dotyczy wielka polityka, w małej wiosce,
której nie ma na najdokładniejszej mapie, kobieta, która każdego dnia wstaje z
łóżka. Nie piszą o niej gazety, nie mówią o jej tragedii w telewizji, ale gdy o
niej myślę opuszczam głowę w poczuciu wstydu, że żyję tu i teraz, ze siedzę
przed komputerem i pisze notkę na bloga w odpowiedzi na słowa ludzi
narzekających na brak autorytetów w dzisiejszym świecie.
Mały chłopiec. Ma może dziesięć lat i poznasz go po jednym. Ma karabin i nie
zawacha się go użyć. W jego oczach jest pustka. I choć żyje on w jednym z tych
tropikalnych krajów ja wokół niego widzę lodowatą pustynię. Bo koło mnie skacze
mój braciszek, domagający się odpowiedzi na jego sto pytań i może bym mu
zrobiła kisiel. Czy jest czekolada jeszcze?
Oh, chłopcze, dlaczego masz karabin? Walcz, a ja z każdą porażką pomyślę o
tobie, bo twoje czyny czynią cię najwybitniejszym człowiekiem spośród żyjących.

Na pytanie, kto jest moim autorytetem nie umiem odpowiedzieć.
Wiem, ze zawsze jest ktoś, kto sprawia, ze podnoszę się po kolejnym upadku i
walczę do końca i nie musisz znać jego imienia. Nic tego nie zmieni.

Irmina.

 

Zasłuchałam się w openingu z Ikkitousen.
Boskie.

A paznokcie to mam pomarańczowe.
Do czego to doszło, Irmina maluje paznokcie…

Dochodzę do ładu sama ze sobą.

Jestem niewyżyta.

Fakt.

Kocham was mocno.
Irmina

PS: Dziwne, klawiatura ucieka mi spod palców. Straszne bzdury mi wychodzą.


  • RSS