Nienawidzę smyczy.
Uczucia przywiązania pod przymusem.
Nienawidzę prezentów, które służą do szantażowania mnie.

Po co dajesz, jeśli nie dajesz do końca?
Dajesz czy pożyczasz? Leasing?
Mam takie marzenie, ze wyprowadzając się nie wezmę nic. Choćbym miała nie jeść
i spać pod mostem, wszystko zdobędę sama. Bo mnie te „długi” stoją
ością w gardle.
Dajesz, ale… a po ale są warunki i zasady i ograniczenia.

Jeśli dajesz, to daj i nie sięgaj po to w akcie kary, bo nie zabierasz mi tego,
co dałeś tylko wyrywasz kawałek duszy.
Bo chcesz entuzjazmu w zamian za to, co możesz w każdej chwili odebrać?
Cieszyłam się z czegoś, co nie istnieje? Co służy Tobie bym robiła to, czego
chcesz?
Zabieraj, zabierz wszystko i nic nie dawaj. Odejdę i zapomnę, bo tak będzie
łatwiej. Bo ja i za dziesięć i dwadzieścia lat nie będę należeć do siebie,
tylko gdzieś zawsze będzie ten dług, który mam wobec Ciebie.

Z moich przemyśleń późnonocnych. Bez urazy i obrazy majestatu. Tak po prostu
jest.
Irmina
Z osiołkiem.

PS: Tytuł, to początek „Piosenki drewnianych lalek”.

W linkach witamy Pjonę, a Lucyferek ma skomentować.