Najbardziej chciałabym, żebyś nie był hipokryta w tej kwestii. Bo ja WIEM.
Wiem, co zrobiłam źle.

Wiesz, Ty i M. nigdy nie rozumiecie, dlaczego ja się obrażam, gdy „żartujecie”, a ja nie umiem mówić o tym, co czuje, nie umiem wyjaśnić tak, by to było zrozumiałe. Może nie wiesz tego, że Twoja opinia jest dla mnie miarą wszystkiego w moim życiu, że nikt nie ma na mnie większego wpływu niż Ty. Zawsze tak było. Jesteś mądry, silny, doświadczony, tyle widziałeś, tyle wiesz, a ja jestem TYLKO infantylną sobą. K. jest genialny, G. – ambitna, Q. jeszcze zbyt mały, a ja? Ja jestem infantylna, leniwa, idiotka, kretynka, niezdarna i żałosna. Oh. Znowu, prawda?

Wiesz, że ja nawet mężczyzn zawsze wolałam w typie Housa, czy Clooneya? Bo byli w jakiś sposób podobni do Ciebie? Silny, doświadczony, ironiczny.

Ja tak naprawdę jestem słaba. Boje się świata dookoła mnie. Mam napady lękowe i uciekam od obcych ludzi, bo się ich boję. Nie lubię ludzi. Ty i M. zawsze byliście dla mnie źródłem wszystkich moich opinii, gdy pytam was o zdanie, to robię to, dlatego, że Potrzebuję Waszej opinii, bo nie poradzę sobie inaczej. Z drugiej strony ja walczę ze sobą, zmuszam się do samodzielności, do podejmowania własnych decyzji. Wiesz, że nigdy nie byłam na wagarach? Całe moje życie, ani razu nie uciekłam, że szkoły, bo wydawało mi się, że w jakiś sposób to będzie zdrada waszego zaufania? Twojego zaufania.

Jestem silna? Odpowiedzialna? Nie. Jestem tylko przerażona i nie chcę żebyś tak na mnie patrzył jak patrzysz. Z taką litością, z obietnicą, że nie ważne jak kiepska będę i tak będziesz ze mną. Ja tego nie chcę. Chcę być dobra dla siebie. Nie potrafię.
Gdy dokuczasz, nawet w najlepszej wierze to boli, bardzo, bardzo boli. Dlatego uciekam w siebie i w moją pewność siebie, bo wiem, że jeśli pozwolę to nigdy nie stanę się niezależna. W jakiś sposób podjęłam decyzję, że gdy się wyprowadzę po raz pierwszy, to przez jakiś czas nie będę się z wami kontaktować, bo MUSZĘ się nauczyć żyć po swojemu, bez Twojej opinii i wsparcia.

Wiesz to nie jest tak, że ja przestałam chcieć iść na architekturę, to wciąż w mnie jest, głęboko schowane, ale powiedziałeś, że nie dam rady. Nie będę więc walczyć, ani próbować. I to nie jest tak, że nie jestem zadowolona, japonistyka to naprawdę kierunek dla mnie. Ale nie o to tu chodzi. W końcu, wszyscy wiedzą, że nie dałabym rady na politechnice, i pewnie nie dam rady na uniwerku, więc już szukamy innych możliwości. Rozumiem.

Nawet nie wiesz jak bardzo mnie ta perspektywa przeraża, nie rozumiesz, że gdy mówię, że nie wyjadę do pracy za granicę, że nie pojadę do stanów, nie popłynę na morze, to, dlatego że NIE JESTEM W STANIE. Zrobiłabym wszystko żeby być, ale nie jestem.
Wariuję, wiesz. Powoli, z każdym dniem i jednocześnie walczę ze sobą i zmuszam się do działania. Jako dziecko przerażała mnie perspektywa jazdy autobusem, bo bałam się, że autobus zjedzie z trasy i nie będę umiała wrócić do domu, że będziesz niezadowolony. Boję się, choć już mniej, taksówek, bo nie mam nad nimi kontroli. Tramwaje są dobre, bo jeżdżą po szynach, po ustalonym torze. Boje się zamkniętych drzwi do sypialni i pnących roślin. Jak byłam malutka i was nie było włączałam telewizor i wmawiałam sobie, że jesteście za ściana dopóki nie zasnęłam. Potrafię wstać w środku nocy i iść sprawdzić czy drzwi są zamknięte na zamek. Oswoiłam noc, bo inaczej nie umiałabym zasnąć, wciąż śpię jak królik. Wstaję o 5:45 bo boję się, że się spóźnię, boje się reakcji ludzi wokół mnie. Mając 11 lat nienawidziłam chodzić na basen, bo byłam bardziej nastolatką niż dziewczynką, jako jedyna w klasie i wszyscy się na mnie patrzyli. Dlatego nosiłam za luźne t-shirty i dresy, wiesz koleżanki mi mówiły, że śmierdzę mydłem. Kiedyś próbowałam o tym powiedzieć M., ale usłyszałam, że jestem infantylna. Więcej nie próbowałam. Mam ogromny problem z dotykiem, lubię dotykać innych, przytulać itp. i gdy to ja inicjuję kontakt jest ok., ale nienawidzę, gdy ktoś mnie dotyka, klepie po ramieniu, po ręku. Dostaję dreszczy. Jak wszyscy wiedzą nie lubię w ogóle, gdy ktoś dotyka tego, co uważam za moje, to nie jest kaprys, czy samolubstwo, ja muszę mieć wszystko pod kontrolą. Na plaży zawsze wszystkie swoje rzeczy układałam na ręczniku równo, w porządku tylko mi znanym i zawsze przed sobą, w zasięgu wzroku. Nie zostawiam plecaka w szatni, bo źle się czuję, nie wiedząc gdzie są moje rzeczy, nie lubię, gdy ktoś niszczy książki, którymi się „opiekuję”. Za każdym razem, gdy kłócisz się z M. boję się, że to się rozpadnie. Ta, wiem, bez sensu, przecież to nie tak, wszyscy się kłócą, ale ja się boję.
Wiesz, czemu interesuje się rzeczami, które nie interesują innych? Bo tylko na takim polu mam pewność, że wiem, co mówię i tak czy tak, ja kontroluję ten aspekt mnie. Nikt inny.

Stek bzdur? Infantylizm? Żałosne? Przytulić cię? Użalasz się? Chcesz być traktowana inaczej, zachowuj się inaczej?

Nie potrafię.

Chciałabym tylko, żebyś nie był hipokrytą i żebym umiała ci to wszystko powiedzieć, a nie tylko napisać.
Ale nie umiem.
Przepraszam.