pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 3.2011

Jacy to my jesteśmy cudowni, jacy wyjątkowi, jak te złe niemieckie świnie mają czelność nas – Polaków, obrażać. O, a angole to jeszcze gorsi, myślałby kto, że tacy fajni z tą swoją królową, o!

Jakie to jest żałosne, gdy sami z siebie śmiać się nie umiemy, albo nawet, śmiejemy się z siebie jak długo inni traktują nas, jako wybranych.
Ilu z obecnych tu ogląda Kiepskich, Ranczo, czy dowolny inny serial na tym poziomie? Śmieszy was idiotyzm bohaterów? Podziwiacie ich prostackie życiowe mądrości? To co was tak oburza w Marku i jego Żubrówce? Że się koza powinna Żołądkowa nazywać? Z innych narodów nabijamy się radośnie, śmiejemy z Jasia Fasoli, Charliego Chaplina, grubych Amerykanów, niezrozumiałych Japończyków, pijanych Ruskich, wybuchających Arabów, Wietnamczyków, Francuzów, Żydów, czarnych, białych, gejów, księży, polityków… I można by tak w nieskończoność. Trochę pokory wobec świata, trochę poczucia humoru Panie i Panowie.

A piosenka na drogę.

„Metro” – Hasła

Żyjemy hasłami, wciąż karmią tym nas
Nie wiemy już sami gdzie prawda gdzie fałsz
Tu walka o pokój, gdzie pokój już był
Dotrzymać chcesz kroku, dwa kroki daj w tył.

Kto hasło wymyśli ma patent na świat
W formułkę cię wciśnie – już wiesz ileś wart
Bałagan totalny w umysłach niech trwa
Koloryt lokalny znaczenie tu ma:

Miłość francuska, dusza słowiańska
Włoch – makaroniarz, angielski chłód
Niemiecki problem, grypa hiszpańska
A murzyn czarny, bo lubi brud.

Amerykanin – nogi na stole
Włoch – makaroniarz, arabski – szczyt
Rosjan nie drażnić, pije jak Polak
A Żyd…

By móc się rozbroić potrzebna jest broń
Łańcuchem pokoju skrępują ci dłoń
Więc w sprawach poważnych siedź cicho jak mysz
We Francji jedz żaby, w Japonii jedz ryż.

Z obcymi jest kłopot i żaden z nich zysk
We wspólnej Europie nie dadzą ci wiz.
Odległość niewielka tu Rzym, a tu Krym
W „Paryżu północy” american dream.
Miłość francuska, dusza słowiańska
Włoch – makaroniarz, angielski chłód
Niemiecki problem, grypa hiszpańska
A murzyn czarny, bo lubi brud.

Amerykanin – nogi na stole
Włoch – makaroniarz, arabski – szczyt
Rosjan nie drażnić, pije jak Polak
A Żyd jest zdolny, szkoda, że Żyd.

Tu jest prawica, a tam lewica
Może odwrotnie? Daremny spór
Gdy między ludźmi biegnie granica
Z lewej czy z prawej patrzysz na mur?

Piszmy na murach, stropach i rurach
Znakami, których nie da się zmyć
Napisy własne, prywatne hasła
Każdy jest inny – dajcie nam być!

Irmina

Echo…

Brak komentarzy

Ano minęło trochę czasu. Z października zrobił się marzec.
Semestr zimowy przeszedł w letni. Pierwsza sesja za mną. Życie płynie, czasem
gładko, czasem mniej, ale wciąż nieustannie do przodu. Odnowiłam ostatnio
kontakt z tą, którą kocham i dobrze mi z tym. Poznałam lepiej tą, z którą żyję
i jest super. Dobrałyśmy się jak w korcu maku (albo akademiku). Poznań
oswoiłam. Nie znam go może jeszcze tak jak Łodzi, ale nie przeraża mnie on już
tak bardzo jak na początku. Jeżdżę samochodem pewniej, niż gdy zaczynałam, co
zapewne jest naturalne, ale i nie można mi odmówić tych wyjeżdżonych kilku
tysięcy kilometrów (sic!). Nadal jednak jeździć nie lubię.

Zatrzęsła moim życiem w posadach strata mojego ukochanego Dziadka, ale myślę,
że on wolałby abyśmy zamiast się łamać szli do przodu, tak by mógł być z nas
dumny.

Ostatnio w głowie namnożyło mi się problemów, „pajęczyn”, i dziwna
jesienna niemoc (wiosną o dziwo) mnie dopadła. Teraz jest już lepiej, rozmowa
ze Starszym przyniosła rezultaty szybko. Żeby tylko jeszcze te małe gupki się powstrzymały
choć trochę.

Dorosłe (ha ha) życie męczy. Wymaganie stawiane samej sobie, czy też te
postawione przez innych wydają się czasem zbyt duże. Jednak trzeba znaleźć siłę
by wstać po raz kolejny, by z uśmiechem na ustach iść do przodu. Ach, wiosna.

Jako dziecko wiosny, dziecko marca, teraz nareszcie czuję się dobrze. Zmęczyła
ta zima.

Docieranie się z drugą osobą na tak małej przestrzeni, jaką jest nasz pokoik
jest trudne. Natrafia się na bariery, różnice w poglądach, oczekiwaniach, podejściu
do życia. Są słowa, których należy unikać, rzeczy, których nie można robić.
Życie tak blisko oznacza utratę pewnej swobody, do której w domu rodzinnym
(moim przynajmniej) jest się przyzwyczajonym. Świecenie gołym tyłkiem do tychże
należy. Ach, moje kochane nocne koszulki…

Mimo to pasujemy. Omijamy to, czego tykać nie należy, śmiechem zabijamy
niepewność, nie wstydzimy się rozmawiać, krytykować i komplementować. Walczymy
z własnymi humorkami. Zyskałam? Zyskałam. Umiejętność wczucia się w potrzeby
drugiej, jednak obcej (w porównaniu z rodziną) osoby, w końcu inaczej się
mieszka razem dwa tygodnie a inaczej trzy miesiące, wrażliwość na stan ducha,
rozwój empatii. Zdrowy rozsądek, tolerancję i humor sytuacyjny. Jest fajnie.

Pozdrawiam serdecznie i obiecuje postarać się wrócić wcześniej niż za kolejne
pięć miesięcy.
Irmina


  • RSS