Większość głosów w powyższej debacie nie ma kompletnie nic wspólnego z jej tematem.
Odzywa się mnóstwo osob deklarujących ateizm i nawołujących do buntu – „ateista też człowiek”. Tylko co z tego? Pytanie brzmi, czy ateista powinien mieć możliwość brania ślubu kościelnego.

Po co? Jeśli ktoś jest ateistą rzeczywiście, to udział w ceremonii jest kpiną, do której nikt nie ma prawa. Jeśli dwie osoby o rożnych poglądach religijnych chcą brać ślub powinni ograniczyć się do ślubu cywilnego. Jest decyzją osoby wierzącej czy jest ona gotowa żyć w związku bez ślubu kościelnego, bowiem ślub kościelny wzięty przez jednego z małżonków „na niby”, „dla rodziny”, „bo ładny” jest po prostu kpiną z cudzej wiary. Nie chodzi tu nawet o współmałżonka, ale raczej o wszystkich tych, ktorzy rzeczywiście daną religię wyznają i biorą udział w ceremonii, a nie tylko siedzą w ławkach.
Nie wyobrażam sobie życia dzielonego przez osobę wierzącą/praktykującą i rzeczywiście ateistę. Oznacza to przecież, że jedno z małżonków będzie się godziło z pomijaniem jego poglądów na rzecz wizji drugiego, lub że temat ten będzie kompletnie pomijany.
W końcu, dla osoby wierzącej wychowanie dziecka poza religią jest grzechem.
Nie, ateista, który nie idzie na rękę rodzinie nie będzie brał ślubo kościelnego i nie powinien też mieć takiej możliwości.

I.