Co do pytań dotyczących mojego zakochania, to ja na razie
wiem, że wariuje, ale z tego może nic nie być, więc mówienie o tym głośno nie
ma jeszcze sensu.

Byłam u dziadków.
Uwielbiam atmosferę tego domu. Tam jest tyle ciepła, że zawsze wyjeżdżam
naładowana nową energią.

Lubię tam jeździć pociągami. Przypomina mi się jak byłam mała i jeździliśmy z
rodzicami. To było coś innego, świątecznego. Uwielbiałam stukot kół na torach i
tą jedyną w swoim rodzaju atmosferę.
Teraz, jak jeżdżę sama, to wolę te nowoczesne, co wyglądają jak tramwaje
Citirunnery. (Nie wiem, gdzie jeszcze poza Łodzią są takie tramwaje, więc
czytelnikom spoza mojego miasta (haha) to pewnie nic nie mówi, w każdym razie
to są takie bardziej opływowe, zaokrąglone i nowoczesne.) One tak nie stukają,
za to prędkość dojazdu jest super.
Ja mam jakiś wstręt do jeżdżenia z obcymi ludźmi w małej przestrzeni
przedziału.
Ale ta jazda mi przypomniała, jak pojechaliśmy z moją kochaną wychowawczynią z
gimnazjum (W tym miejscu serdeczne pozdrowienia dla najlepszej wychowawczyni i
najostrzejszej nauczycielki Pani Beaty Pospiech obecnej wicedyrektorki
gimnazjum nr 28 w Łodzi) na wycieczkę do sejmu i senatu do Warszawy (bleh, przepraszam,
ale nic nie poradzę, że cierpię na chroniczne uczulenie na stolicę) i dojechaliśmy
autokarem, ale się zepsuł i musieliśmy wracać pociągiem. Było ciasno, wszystkie
przedziały pełne, a nas trzydzieści osób, więc w tym wąskim korytarzyku siedzieliśmy
na podłodze noga w nogę (tzn. moja noga, noga koleżanki, która siedziała twarzą
do mnie, moja druga noga itd.) i mieliśmy gitarę (Pozdrowienia dla aL) i proszę
sobie wyobrazić trzydzieścioro gimnazjalistów z nieprzeciętnym poczuciem humoru
w takim korytarzyku śpiewających piosenki turystyczne tak głośno jak się tylko
dało.
To było piękne.
Druga taka fajna jazda pociągiem, to była z moją obecną klasą (Normalnie notka
pozdrowieniowa. Pozdrawiam obecną IIa z XXXII LO w Łodzi) w zeszłym roku jak
jechaliśmy do Wisły na zieloną szkołę. Sama wycieczka była, jaka była, za to
jazda tam i z powrotem to był kosmos. Rzadko czuję się tak zgrana z moją klasą
jak czułam się wtedy.
W tym roku jechaliśmy do Torunia, osobowym. W tamtą stronę jechało się
normalnie. Za to powrotna to były jazdy. I mieliśmy Cosmo. To powinno wyjaśnić
wszystko.
Uwielbiam pociągi.

Zresztą ja w ogóle wolę środki komunikacji o ograniczonej trasie. Preferuje
tramwaje i pociągi nad autobusy i taksówki.
Bo ja taka panikara trochę jestem.

***

Wczoraj podjęte zostały ważne decyzje. No, właściwie to już było dzisiaj, ale
co tam.

Wyciągam glany z szafy, a Irminę z głowy.
Będziemy z Lucyferem straszyć moherowe babcie. Ha!

Nie Lucek, ja nie jestem switaśna.
Wydaje ci się.

Kot leży na biurku koło komputera i mruczy. Mrrrrrr….
Coś by chciał, ale że się nie umie się wysłowić, to nie dostanie.

Usagi zapowiedziała, że przyjdzie. Będzie czarownie ^_^ (To jest minek na licencji specjalnej. Został ukradziony U-chan i jako jedyny ma prawo pojawienia się w notce.)

 

Pozdrawia Was

Irmina

Fizycznie niemożliwa

 

PS: A w linkach Echa, czyli Pjona na Tenbicie