Poniższy tekst miał być głosem w debacie dotyczącej wpływu gier komputerowych na zachowania dzieci. Niestety nie udało mi się zabrać głosu z przyczyn technicznych – nie wpisuje mi się nic w pole zajawka. Mimo to umieszczam go tutaj.

***

Gram w gry prawie całe życie. W różne gry. Strzelanki,
bijatyki, symulacje, RPG’i (uwielbiam) i wiele innych. Po dziś dzień, a za 6
dni będę miała 18 lat, jeszcze nikogo nie zabiłam. Dziwne?
Nie wiem, może powinnam, grając i oglądając kreskówki, wymordować pół mojej
szkoły, bo w końcu życie, gra, kreskówka – jedno i to samo.
Zastanawia mnie to, jak łatwo dorosłym (jeszcze mogę tak powiedzieć) zrzucić odpowiedzialność
za ich własne błędy na gry i bajki, a gdyby tak ktoś porozmawiał ze swoim
dzieckiem? Zobaczył, że coś jest chyba nie tak? Wyjaśnił, że do ludzi się nie
celuje? Ja przez to przeszłam, nawet z niezaładowanego pistoletu na kapiszony
NIGDY nie wolno mi było celować w ludzi, gdy miałam problemy pytano mnie, co
się dzieje. Za to strzelałam z tatą z wiatrówki do tarczy. Gry są medium, tak
jak filmy, kreskówki, książki pobudzają wyobraźnie i pokazują określone sytuacje,
ale nie mają żadnej siły sprawczej. Nijak nie mogą KAZAĆ dziecku iść i strzelać
do innych.
Może doczekamy wreszcie dnia, kiedy przestaniemy szukać usprawiedliwień i
dopatrywać się złych wzorców w bajkach i grach, a zaczniemy uczyć ludzi, że
wojny, morderstwa i przemoc są złem wyrządzonym drugiemu żyjącemu człowiekowi.
Że ból odczuwa każdy i każdy chce żyć.
Mam taką nadzieję.
Od jakiś 8 lat.

Irmina
Zirytowana.

 

PS: Wreszcie wyrąbałam w pień całą Salamandrę (The Witcher),
moi koledzy nadal żywi.