pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: przyjazn

ten musi mieć twardą dupę.

Tak mi zawsze mówiono.
Rozmawiałyśmy o tej notce już jakiś czas, ja i S. Otwierałam edytor, kładłam palce na klawiaturze, ale jakoś nie mogłam zebrać tego wszystkiego do kupy. Jest szósta rano. Już nie noc, jeszcze nie dzień. Sen ucieka.
Rok z życia, który udowodnił mi, że nie jestem w stanie poradzić sobie ze wszystkim i że są stany irracjonalne, gdy tracimy kontrolę.
Gdy tu siedzę, na moim „dziecinnym” łóżku, w moim pokoju, który dzielę z siostrą od tylu lat. Gdy patrzę na te ściany, książki, pluszaki, płyty, durnostojki, gdy słucham rozmów, kłótni, dyskusji, żartów, gdy oddycham tym powietrzem, tą atmosferą, nagle okazuje się, że choć wiem dlaczego wyjechałam, to nie potrafię. Tak bardzo, bardzo, bardzo potrzebuję tu być. Tu żyć, tu jeść, tu wstawać rano, tu się śmiać, martwić, dzielić.
Nie umiem tylko tego powiedzieć. Nie umiem wytłumaczyć kogo okłamywałam bardziej – ich czy siebie.
Na co liczyłam? Chowam się pod kołdrą? Może.
Może jest tak, że w przeciwieństwie do nich, ja wcale nie chciałam uciec z domu? Ja wiem, że powinnam, ale to nie znaczy, ze tego chcę.

Jak można powiedzieć, w oczy, bez ogródek, że nie jestem szczęśliwa? Źle mi tam, z tym. Duszę się w monotonni, nudzie, bezsensowności tych zajęć.
Więc nie chcę wracać, nie. Chcę do domu. I nie chodzi wcale o wakacje, bo ja chcę do pracy, żeby wreszcie z jakiś groszy nawet nie musieć się rozliczać, nie być rozliczana. Chodzi o to, że tu jest dom, tu jest moje serce, moje bezpieczeństwo, moja pewność, że wszystko będzie dobrze.
We Wrześniu wrócę do Posen jeszcze raz. Spróbować znowu, czy już jestem duża. Nawet, jeśli nie będzie tak jak sobie wymarzyłam, to pójdę do pracy i na wieczorowe. Na błędach należy się uczyć. Choć wszyscy wiemy, że najlepiej na cudzych, to jednak najskuteczniej na własnych. I tak powtarzam cicho, że przecież mogłam być w ciąży.
W jakiś sposób zawiodłam i jestem na siebie zła, bo to nie tak miało być.
Nie dałam rady.

I pewnie masz rację mówiąc, że uciekam od bycia dorosłą. Bo uciekam. Ale też, ja całe życie jestem dorosła, w porównaniu. Popełniam błędy, ale zawsze inaczej jestem za nie rozliczana. Odpowiedzialna, samodzielna, dojrzała, dorosła.

Jaka to jest ładna maska, jaka trwała, a wystarczyło tych kilka miesięcy z dala od was, waszych oczu, waszych słów, waszego ciepła i okazało się, że infantylna dziewczynka, która boi się ludzi, introwertyczka i panna nikt wyłazi z pod tej maski. A taka byłam pewna, że jej już nie ma.

Czego się więc nauczyłam?
Nie iść ślepo przed siebie.
Mierzyć siły na zamiary.
Mówić, nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ma czasu słuchać, bo wtedy to przynajmniej nie moja wina.
Sięgać po to, czego pragnę, a nie brać tego, co jest łatwe i pod ręką, bo nic tak nie zabija jak marazm.

Ach, baty były, kop w dupę był, trudna decyzja była i teraz tylko pozostaje hallelujah i do przodu.
I wyjechać do pracy.
Szybciutko.

Pani
Irmina

PS: S. kocham Cię.
PPS: Było też odkrywanie siebie. Przyznawanie się do siebie. Był wieczór depresyjny, było dwadzieścia herbat, były czary i wróżby, były imprezy i kurczak z musztardą. Była ruda maupa, Zioła i Litwin. Patrzyłyśmy w Inną Stronę i szukałyśmy kuzynki, córki, dziewczynki. Dziękuję.

P. i S. tę notkę dedykuję.
Przyjaciołom.

Dzisiaj będzie o rozmawianiu.
Bo Usagi u mnie była i po raz pierwszy od dawna słowa płynęły jak rzeka.
Odpowiednie słowa, wyjaśniające wszystko i łatwo było słuchać i mówić.
Nie wiem, czy i kiedy to przeczytasz Usagi, ale ja zawsze czekam na takie dni,
takie chwile.
Bo ta noc była jak nierealny sen. Jesteś tak niesamowicie dorosła, gdy ja
jestem wciąż tak niesamowicie dziecinna.
Nawet nie infantylna, tylko dziecinna.
Bo mój świat jest ciepły i bezpieczny, a problemy nie istnieją.
Bo Twój świat jest dziki i nieprzewidywalny, a problemy są codziennością.
To naprawdę jest tak, że szanse na zetknięcie się naszych płaszczyzn były
minimalne. Łączyły nas zainteresowania i nic więcej, nawet na francuskim
byłyśmy w innych grupach. Jednak.
Gdzieś były rozmowy. Jakaś nasza wspólna przystań, gdzie mówiłaś, a ja
słuchałam. Bo ja tak lubię.
Dwa dni temu nie szukałyśmy rozwiązań. Nie rozwiąże się przecież wszystkich
problemów w ciągu jednej nocy. Mówiłyśmy i słuchałyśmy. Ta magia, jak zawsze
się pojawiła i sprawiła, że noc nie była za krótka, że po tym, co bolało, po
„monologu” jak powiedziałaś, po przeglądzie mojego życia, oglądałyśmy
głupią komedię wcale_nie_romantyczną i siedziałyśmy obok siebie. Było, było,
było…
I były nasz słowa i dwa koty i wspomnienia i marzenia i nadzieja.
Były moje pytania i Twoje odpowiedzi. Były nasze dwa różne światy znowu obok
siebie.
Rysowałaś dla mnie znowu w moim bloku i śmiałyśmy sie z tych głupich stron.

Pisząc to zastanawiam się czy czułaś się podobnie?
Może jestem w tym bezczelna, ale mam nadzieję, że tak.
Czekam na moją kontynuację tamtego opowiadania. Obiecałaś.

Ach, i coś Ci jeszcze powiem. Ja bym chciała. Dotyku, kontaktu, bliskości i
pewności. Moja frustracja i desperacja robi się śmieszna już nawet dla mnie.
Stan zakochania niestety nie zwiastuje w tej materii poprawy.

Kocham Cię U-chan.

Kiedy z serca płyną słowa
Uderzają z wielką mocą
Krążą blisko wśród nas ot tak
Dając chętnym szczere złoto

I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą

Każdy myśli to co myśli
Myśli sobie moja głowa
Może w końcu mi się uda
Wypowiedzieć proste słowa

I dlatego lubię mówić z Tobą
I dlatego lubię mówić z Tobą

Akurat – Lubię mówić z Tobą


Irmina
Wspominkowa

PS: To już taka tradycja moja, że coś tu sobie pod notką właściwą dopisuje.
Dzisiaj nie będzie ogłoszeń parafialnych. Będzie obietnica.

Nie tam jest twój dom, gdzie jest twoje mieszkanie, ale tam gdzie jesteś
zawsze rozumiany.

Montaigne

Kiedyś spotkamy się w innych latach, znowu w innych światach, może w Poznaniu,
może Krakowie, a może w Kyoto lub Tokyo.
Kocham Cię.

PPS: Bo w ogóle to ta notka jest strasznie sentymentalna i ckliwa i switaśna,
ale Ona jest najważniejsza w tym życiu i dlatego jak was bolą zęby to
przepraszam.
Was też kocham ^_^


  • RSS