pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: studia

Dlaczego rezygnować? Tyle nieba mamy przecież ponad nami.
Raoul Follereau

Patrzę wokół siebie i szukam czegoś, co się zmieniło. Wróciłam czy utknęłam?
Płacę za błędy czy od nowa uczę się chodzić?
Nic nie wiem, nic nie rozumiem.

Socjologia jest jak uzyskanie odpowiedzi na wszystkie niezadane pytania. Wiem, o co chodzi.

Nadal jednak nie lubię ludzi. Czuję się oderwana. Patrzę z boku.

Trzydzieści osób bez kontaktu, wspólnych zainteresowań. Trzy tygodnie i wciąż nie wiemy nic.
Kim jesteście?
Co tu robicie?

Nazywam się Aiko i mam 20 lat. Nie lubię dżemu z masłem i grochówki. Słucham muzyki klasycznej. Czytam komiksy. Jestem aspołeczna.
Aspołeczna Aiko.

Olek jest inny. Olek jest miły. Olek jest inny.

Inny, inny, inny. A kto niby jest taki sam?

Panna-z-gastronimika miała 14 lat, gdy straciła dziewictwo. Miała 16 lat, gdy jej matka, która tak jak jej babka, miała raka chciała ją zaszczepić. Ty dziwko.
Dziewictwo straciła w hotelu, ale było paskudnie.

Bliźniaczki mają paskudny kolor włosów i choć ubierają się identycznie nie są takie same. Chciałyby być.

Mi jest nudny, nudny, nudny. Ma swoje kółko znajomych i lubi pić.

Grzywka chodzi ze mną na jogę, ale nie wiem jak ma imię. Jego koleżanka z jogi chyba chodzi ze mną na studia. Też nie wiem jak ma na imię.

Gaeltacht to była rodzina prawie. Ty, ja, my, oni.
Tu nikt nikogo nie interesuje. Nikt nikogo nie zaczepia. Jesteśmy obcymi ludźmi w tym samym miejscu.

~~~

A ostatnio przeczytałam, że młodym socjologom brakuje otwartości, która powinna ich cechować.
Socjolog obserwuje, analizuje, ale nie ocenia. Ty, ja, oni.
Jestem więc socjologiem. Chcę być socjologiem.
Kim jest panna-z-gastronomika?

Ta,
I.

‚Dreams! adorations! illuminations! religions! the whole
        boatload of sensitive bullshit!’ – ‚Howl’ by Allen Ginsberg

Krzyk atakuje ze wszytkich stron. Coś tu pęka, coś się łamie.
Ucieka nam coś ważnego jakbyśmy zupełnie przestali dbać o to co dla nas najcenniejsze.

Strach. Kto tu kogo krzywdzi i za co? Co tu jets takiego w powietrzu?
Nigdy nie byliśmy normalni.

Dobrze jest móc zacząć od nowa. Jestem szczęśliwa. Ten rok był krokiem w bok. Nie cofnęłam się może, ale też nie poszlam do przodu. Teraz pójdę. Chcę, zależy mi. Chcę robić to co dla mnie cenne, co mnie kręci.

Czy ty mnie rozumiesz? Wiesz czemu się boję?

To jeszcze nie może być koniec, ale coś zrobić trzeba. Nie jest dobrze gdy chodzimy wokół siebie na palcach, nie sądzisz?

Ah.

I.

ten musi mieć twardą dupę.

Tak mi zawsze mówiono.
Rozmawiałyśmy o tej notce już jakiś czas, ja i S. Otwierałam edytor, kładłam palce na klawiaturze, ale jakoś nie mogłam zebrać tego wszystkiego do kupy. Jest szósta rano. Już nie noc, jeszcze nie dzień. Sen ucieka.
Rok z życia, który udowodnił mi, że nie jestem w stanie poradzić sobie ze wszystkim i że są stany irracjonalne, gdy tracimy kontrolę.
Gdy tu siedzę, na moim „dziecinnym” łóżku, w moim pokoju, który dzielę z siostrą od tylu lat. Gdy patrzę na te ściany, książki, pluszaki, płyty, durnostojki, gdy słucham rozmów, kłótni, dyskusji, żartów, gdy oddycham tym powietrzem, tą atmosferą, nagle okazuje się, że choć wiem dlaczego wyjechałam, to nie potrafię. Tak bardzo, bardzo, bardzo potrzebuję tu być. Tu żyć, tu jeść, tu wstawać rano, tu się śmiać, martwić, dzielić.
Nie umiem tylko tego powiedzieć. Nie umiem wytłumaczyć kogo okłamywałam bardziej – ich czy siebie.
Na co liczyłam? Chowam się pod kołdrą? Może.
Może jest tak, że w przeciwieństwie do nich, ja wcale nie chciałam uciec z domu? Ja wiem, że powinnam, ale to nie znaczy, ze tego chcę.

Jak można powiedzieć, w oczy, bez ogródek, że nie jestem szczęśliwa? Źle mi tam, z tym. Duszę się w monotonni, nudzie, bezsensowności tych zajęć.
Więc nie chcę wracać, nie. Chcę do domu. I nie chodzi wcale o wakacje, bo ja chcę do pracy, żeby wreszcie z jakiś groszy nawet nie musieć się rozliczać, nie być rozliczana. Chodzi o to, że tu jest dom, tu jest moje serce, moje bezpieczeństwo, moja pewność, że wszystko będzie dobrze.
We Wrześniu wrócę do Posen jeszcze raz. Spróbować znowu, czy już jestem duża. Nawet, jeśli nie będzie tak jak sobie wymarzyłam, to pójdę do pracy i na wieczorowe. Na błędach należy się uczyć. Choć wszyscy wiemy, że najlepiej na cudzych, to jednak najskuteczniej na własnych. I tak powtarzam cicho, że przecież mogłam być w ciąży.
W jakiś sposób zawiodłam i jestem na siebie zła, bo to nie tak miało być.
Nie dałam rady.

I pewnie masz rację mówiąc, że uciekam od bycia dorosłą. Bo uciekam. Ale też, ja całe życie jestem dorosła, w porównaniu. Popełniam błędy, ale zawsze inaczej jestem za nie rozliczana. Odpowiedzialna, samodzielna, dojrzała, dorosła.

Jaka to jest ładna maska, jaka trwała, a wystarczyło tych kilka miesięcy z dala od was, waszych oczu, waszych słów, waszego ciepła i okazało się, że infantylna dziewczynka, która boi się ludzi, introwertyczka i panna nikt wyłazi z pod tej maski. A taka byłam pewna, że jej już nie ma.

Czego się więc nauczyłam?
Nie iść ślepo przed siebie.
Mierzyć siły na zamiary.
Mówić, nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ma czasu słuchać, bo wtedy to przynajmniej nie moja wina.
Sięgać po to, czego pragnę, a nie brać tego, co jest łatwe i pod ręką, bo nic tak nie zabija jak marazm.

Ach, baty były, kop w dupę był, trudna decyzja była i teraz tylko pozostaje hallelujah i do przodu.
I wyjechać do pracy.
Szybciutko.

Pani
Irmina

PS: S. kocham Cię.
PPS: Było też odkrywanie siebie. Przyznawanie się do siebie. Był wieczór depresyjny, było dwadzieścia herbat, były czary i wróżby, były imprezy i kurczak z musztardą. Była ruda maupa, Zioła i Litwin. Patrzyłyśmy w Inną Stronę i szukałyśmy kuzynki, córki, dziewczynki. Dziękuję.

P. i S. tę notkę dedykuję.
Przyjaciołom.

Echo…

Brak komentarzy

Ano minęło trochę czasu. Z października zrobił się marzec.
Semestr zimowy przeszedł w letni. Pierwsza sesja za mną. Życie płynie, czasem
gładko, czasem mniej, ale wciąż nieustannie do przodu. Odnowiłam ostatnio
kontakt z tą, którą kocham i dobrze mi z tym. Poznałam lepiej tą, z którą żyję
i jest super. Dobrałyśmy się jak w korcu maku (albo akademiku). Poznań
oswoiłam. Nie znam go może jeszcze tak jak Łodzi, ale nie przeraża mnie on już
tak bardzo jak na początku. Jeżdżę samochodem pewniej, niż gdy zaczynałam, co
zapewne jest naturalne, ale i nie można mi odmówić tych wyjeżdżonych kilku
tysięcy kilometrów (sic!). Nadal jednak jeździć nie lubię.

Zatrzęsła moim życiem w posadach strata mojego ukochanego Dziadka, ale myślę,
że on wolałby abyśmy zamiast się łamać szli do przodu, tak by mógł być z nas
dumny.

Ostatnio w głowie namnożyło mi się problemów, „pajęczyn”, i dziwna
jesienna niemoc (wiosną o dziwo) mnie dopadła. Teraz jest już lepiej, rozmowa
ze Starszym przyniosła rezultaty szybko. Żeby tylko jeszcze te małe gupki się powstrzymały
choć trochę.

Dorosłe (ha ha) życie męczy. Wymaganie stawiane samej sobie, czy też te
postawione przez innych wydają się czasem zbyt duże. Jednak trzeba znaleźć siłę
by wstać po raz kolejny, by z uśmiechem na ustach iść do przodu. Ach, wiosna.

Jako dziecko wiosny, dziecko marca, teraz nareszcie czuję się dobrze. Zmęczyła
ta zima.

Docieranie się z drugą osobą na tak małej przestrzeni, jaką jest nasz pokoik
jest trudne. Natrafia się na bariery, różnice w poglądach, oczekiwaniach, podejściu
do życia. Są słowa, których należy unikać, rzeczy, których nie można robić.
Życie tak blisko oznacza utratę pewnej swobody, do której w domu rodzinnym
(moim przynajmniej) jest się przyzwyczajonym. Świecenie gołym tyłkiem do tychże
należy. Ach, moje kochane nocne koszulki…

Mimo to pasujemy. Omijamy to, czego tykać nie należy, śmiechem zabijamy
niepewność, nie wstydzimy się rozmawiać, krytykować i komplementować. Walczymy
z własnymi humorkami. Zyskałam? Zyskałam. Umiejętność wczucia się w potrzeby
drugiej, jednak obcej (w porównaniu z rodziną) osoby, w końcu inaczej się
mieszka razem dwa tygodnie a inaczej trzy miesiące, wrażliwość na stan ducha,
rozwój empatii. Zdrowy rozsądek, tolerancję i humor sytuacyjny. Jest fajnie.

Pozdrawiam serdecznie i obiecuje postarać się wrócić wcześniej niż za kolejne
pięć miesięcy.
Irmina

Studia…

Brak komentarzy

Irmina dostała się na studia. Dzienną anglistykę i wieczorową japonistykę.

Irmina wyprowadza się z domu. Ma już miejsce w Poznańskim akademiku Hanka.

Irmina się boi. Zawsze przerażały ją zmiany.

Irmina dorosła. Wierzy w to ze zawsze wesprze ją rodzina.

Irmina marzy. Zrobi wszystko by osiągnąć cel.

Irmina ciężko pracuje. Nie ma innego wyboru.

Irmina… Jest wciąż blond dzieckiem z loczkami i fiu bździu w głowie. Irmina lubi marzyć, rysować i czytać książki. Irmina nadal ma pluszowego misia i będzie tęsknić za ukochaną kołdrą w Myszkę Miki.

Irmina się waha, jest podekscytowana, pełna oczekiwań, marzeń, celów i wiary w sowje możliwości.

Irmina trzyma się dobrze i pozdrawia wszystkich innych.


  • RSS