pani-nad-nimfami blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: zycie

‚Dreams! adorations! illuminations! religions! the whole
        boatload of sensitive bullshit!’ – ‚Howl’ by Allen Ginsberg

Krzyk atakuje ze wszytkich stron. Coś tu pęka, coś się łamie.
Ucieka nam coś ważnego jakbyśmy zupełnie przestali dbać o to co dla nas najcenniejsze.

Strach. Kto tu kogo krzywdzi i za co? Co tu jets takiego w powietrzu?
Nigdy nie byliśmy normalni.

Dobrze jest móc zacząć od nowa. Jestem szczęśliwa. Ten rok był krokiem w bok. Nie cofnęłam się może, ale też nie poszlam do przodu. Teraz pójdę. Chcę, zależy mi. Chcę robić to co dla mnie cenne, co mnie kręci.

Czy ty mnie rozumiesz? Wiesz czemu się boję?

To jeszcze nie może być koniec, ale coś zrobić trzeba. Nie jest dobrze gdy chodzimy wokół siebie na palcach, nie sądzisz?

Ah.

I.

Większość głosów w powyższej debacie nie ma kompletnie nic wspólnego z jej tematem.
Odzywa się mnóstwo osob deklarujących ateizm i nawołujących do buntu – „ateista też człowiek”. Tylko co z tego? Pytanie brzmi, czy ateista powinien mieć możliwość brania ślubu kościelnego.

Po co? Jeśli ktoś jest ateistą rzeczywiście, to udział w ceremonii jest kpiną, do której nikt nie ma prawa. Jeśli dwie osoby o rożnych poglądach religijnych chcą brać ślub powinni ograniczyć się do ślubu cywilnego. Jest decyzją osoby wierzącej czy jest ona gotowa żyć w związku bez ślubu kościelnego, bowiem ślub kościelny wzięty przez jednego z małżonków „na niby”, „dla rodziny”, „bo ładny” jest po prostu kpiną z cudzej wiary. Nie chodzi tu nawet o współmałżonka, ale raczej o wszystkich tych, ktorzy rzeczywiście daną religię wyznają i biorą udział w ceremonii, a nie tylko siedzą w ławkach.
Nie wyobrażam sobie życia dzielonego przez osobę wierzącą/praktykującą i rzeczywiście ateistę. Oznacza to przecież, że jedno z małżonków będzie się godziło z pomijaniem jego poglądów na rzecz wizji drugiego, lub że temat ten będzie kompletnie pomijany.
W końcu, dla osoby wierzącej wychowanie dziecka poza religią jest grzechem.
Nie, ateista, który nie idzie na rękę rodzinie nie będzie brał ślubo kościelnego i nie powinien też mieć takiej możliwości.

I.

ten musi mieć twardą dupę.

Tak mi zawsze mówiono.
Rozmawiałyśmy o tej notce już jakiś czas, ja i S. Otwierałam edytor, kładłam palce na klawiaturze, ale jakoś nie mogłam zebrać tego wszystkiego do kupy. Jest szósta rano. Już nie noc, jeszcze nie dzień. Sen ucieka.
Rok z życia, który udowodnił mi, że nie jestem w stanie poradzić sobie ze wszystkim i że są stany irracjonalne, gdy tracimy kontrolę.
Gdy tu siedzę, na moim „dziecinnym” łóżku, w moim pokoju, który dzielę z siostrą od tylu lat. Gdy patrzę na te ściany, książki, pluszaki, płyty, durnostojki, gdy słucham rozmów, kłótni, dyskusji, żartów, gdy oddycham tym powietrzem, tą atmosferą, nagle okazuje się, że choć wiem dlaczego wyjechałam, to nie potrafię. Tak bardzo, bardzo, bardzo potrzebuję tu być. Tu żyć, tu jeść, tu wstawać rano, tu się śmiać, martwić, dzielić.
Nie umiem tylko tego powiedzieć. Nie umiem wytłumaczyć kogo okłamywałam bardziej – ich czy siebie.
Na co liczyłam? Chowam się pod kołdrą? Może.
Może jest tak, że w przeciwieństwie do nich, ja wcale nie chciałam uciec z domu? Ja wiem, że powinnam, ale to nie znaczy, ze tego chcę.

Jak można powiedzieć, w oczy, bez ogródek, że nie jestem szczęśliwa? Źle mi tam, z tym. Duszę się w monotonni, nudzie, bezsensowności tych zajęć.
Więc nie chcę wracać, nie. Chcę do domu. I nie chodzi wcale o wakacje, bo ja chcę do pracy, żeby wreszcie z jakiś groszy nawet nie musieć się rozliczać, nie być rozliczana. Chodzi o to, że tu jest dom, tu jest moje serce, moje bezpieczeństwo, moja pewność, że wszystko będzie dobrze.
We Wrześniu wrócę do Posen jeszcze raz. Spróbować znowu, czy już jestem duża. Nawet, jeśli nie będzie tak jak sobie wymarzyłam, to pójdę do pracy i na wieczorowe. Na błędach należy się uczyć. Choć wszyscy wiemy, że najlepiej na cudzych, to jednak najskuteczniej na własnych. I tak powtarzam cicho, że przecież mogłam być w ciąży.
W jakiś sposób zawiodłam i jestem na siebie zła, bo to nie tak miało być.
Nie dałam rady.

I pewnie masz rację mówiąc, że uciekam od bycia dorosłą. Bo uciekam. Ale też, ja całe życie jestem dorosła, w porównaniu. Popełniam błędy, ale zawsze inaczej jestem za nie rozliczana. Odpowiedzialna, samodzielna, dojrzała, dorosła.

Jaka to jest ładna maska, jaka trwała, a wystarczyło tych kilka miesięcy z dala od was, waszych oczu, waszych słów, waszego ciepła i okazało się, że infantylna dziewczynka, która boi się ludzi, introwertyczka i panna nikt wyłazi z pod tej maski. A taka byłam pewna, że jej już nie ma.

Czego się więc nauczyłam?
Nie iść ślepo przed siebie.
Mierzyć siły na zamiary.
Mówić, nawet jeśli wydaje się, że nikt nie ma czasu słuchać, bo wtedy to przynajmniej nie moja wina.
Sięgać po to, czego pragnę, a nie brać tego, co jest łatwe i pod ręką, bo nic tak nie zabija jak marazm.

Ach, baty były, kop w dupę był, trudna decyzja była i teraz tylko pozostaje hallelujah i do przodu.
I wyjechać do pracy.
Szybciutko.

Pani
Irmina

PS: S. kocham Cię.
PPS: Było też odkrywanie siebie. Przyznawanie się do siebie. Był wieczór depresyjny, było dwadzieścia herbat, były czary i wróżby, były imprezy i kurczak z musztardą. Była ruda maupa, Zioła i Litwin. Patrzyłyśmy w Inną Stronę i szukałyśmy kuzynki, córki, dziewczynki. Dziękuję.

P. i S. tę notkę dedykuję.
Przyjaciołom.

Echo…

Brak komentarzy

Ano minęło trochę czasu. Z października zrobił się marzec.
Semestr zimowy przeszedł w letni. Pierwsza sesja za mną. Życie płynie, czasem
gładko, czasem mniej, ale wciąż nieustannie do przodu. Odnowiłam ostatnio
kontakt z tą, którą kocham i dobrze mi z tym. Poznałam lepiej tą, z którą żyję
i jest super. Dobrałyśmy się jak w korcu maku (albo akademiku). Poznań
oswoiłam. Nie znam go może jeszcze tak jak Łodzi, ale nie przeraża mnie on już
tak bardzo jak na początku. Jeżdżę samochodem pewniej, niż gdy zaczynałam, co
zapewne jest naturalne, ale i nie można mi odmówić tych wyjeżdżonych kilku
tysięcy kilometrów (sic!). Nadal jednak jeździć nie lubię.

Zatrzęsła moim życiem w posadach strata mojego ukochanego Dziadka, ale myślę,
że on wolałby abyśmy zamiast się łamać szli do przodu, tak by mógł być z nas
dumny.

Ostatnio w głowie namnożyło mi się problemów, „pajęczyn”, i dziwna
jesienna niemoc (wiosną o dziwo) mnie dopadła. Teraz jest już lepiej, rozmowa
ze Starszym przyniosła rezultaty szybko. Żeby tylko jeszcze te małe gupki się powstrzymały
choć trochę.

Dorosłe (ha ha) życie męczy. Wymaganie stawiane samej sobie, czy też te
postawione przez innych wydają się czasem zbyt duże. Jednak trzeba znaleźć siłę
by wstać po raz kolejny, by z uśmiechem na ustach iść do przodu. Ach, wiosna.

Jako dziecko wiosny, dziecko marca, teraz nareszcie czuję się dobrze. Zmęczyła
ta zima.

Docieranie się z drugą osobą na tak małej przestrzeni, jaką jest nasz pokoik
jest trudne. Natrafia się na bariery, różnice w poglądach, oczekiwaniach, podejściu
do życia. Są słowa, których należy unikać, rzeczy, których nie można robić.
Życie tak blisko oznacza utratę pewnej swobody, do której w domu rodzinnym
(moim przynajmniej) jest się przyzwyczajonym. Świecenie gołym tyłkiem do tychże
należy. Ach, moje kochane nocne koszulki…

Mimo to pasujemy. Omijamy to, czego tykać nie należy, śmiechem zabijamy
niepewność, nie wstydzimy się rozmawiać, krytykować i komplementować. Walczymy
z własnymi humorkami. Zyskałam? Zyskałam. Umiejętność wczucia się w potrzeby
drugiej, jednak obcej (w porównaniu z rodziną) osoby, w końcu inaczej się
mieszka razem dwa tygodnie a inaczej trzy miesiące, wrażliwość na stan ducha,
rozwój empatii. Zdrowy rozsądek, tolerancję i humor sytuacyjny. Jest fajnie.

Pozdrawiam serdecznie i obiecuje postarać się wrócić wcześniej niż za kolejne
pięć miesięcy.
Irmina

Wieści…

2 komentarzy

Oj, długa to była przerwa. Brakło słów.

Klasa maturalna jest trudna. Pojawiają się problemy, presja rośnie. Szkoda, że
zamiast rozmawiać wykrzykujesz polecenia. Nie fajnie.
Nie pytasz. Chcesz widzieć. Nie mój problem, nie moja sprawa. Ja planuje zdać
maturę i dostać się na studia i wiesz co? Wyjechać. Uciec od pytań, żyć i podejmować
decyzje. Jeśli uważasz, ze jestem dorosła udowodnij, jeśli nie… Powiedz.
Będzie nam łatwiej.

***

Ostatnio dochodzę do różnych ciekawych wniosków. Na przykład jak to jest, że z
mojego towarzystwa na FB nie ma prawie nikogo, podczas gdy z rocznika mojego
brata (zaledwie rok mniej) jest masa ludzi? Zwłaszcza, że wiem, że ci ludzie
korzystają normalnie z netu, to znaczy, jeśli uznać za normalne brak
jakiegokolwiek udziału w życiu w sieci poza NK.  Ja jestem stworzeniem
internetowym i miło by było pogadać z kimś czasem ze szkoły poza szkołą…

Lubię chodzić do klubów na imprezy gdzie prawie nikogo nie znam. Pewnie jeszcze
lepiej by było nie na imprezie zamkniętej tylko takiej zwykłej dla wszystkich. Wtedy,
gdy nikt na mnie nie patrzy, nie ocenia. Osiemnastki są spoko, tylko czy ludzie
muszą tylko palić tylko, dlatego że mogą? Rany jak ja potem cuchnę…

***

Meczy mnie strasznie nie reagowanie na wszystkie durne teksty o Żydach i homoseksualistach.
No na litość boską czy nie stać nas na wyższy poziom dowcipu, to nawet kładzie
sarkazm na głowę i zdecydowanie nie jest zabawne. Fajnie by było gdyby ktoś spróbował
wykazać się odrobiną zrozumienia. Ostatnio rozmawiałam z kimś stosunkowo bliskim,
kto stwierdził, ze uważa to za chorobę, którą powinno się leczyć. Po prostu
cudownie. Ludzie czy wy w ogóle umiecie czytać? Korzystacie czasem z tej
umiejętności? Biorąc pod uwagę moich niektórych znajomych, to ja na prawdę nie
rozumiem podejścia ludzi. Zresztą. Kiedyś juz pisałam tutaj, co sądzę o
„tolerancji”. Ja bym po prostu chciała żebyśmy wszyscy rozmawiali i
żyli razem na jednej planecie. Może ja się urodziłam o tysiąc lat za wcześnie,
nie wiem, ale… To chyba nie jest aż tak nie realne, prawda?

***

Dorobiłam się „bloga” na pingerze, ale tylko po to żeby móc czytać i
dodawać do obserwowanych. Jakoś nie sądzę żebym miała tam coś pisać biorąc pod
uwagę moją wierność Blog.pl. Jakoś mnie zresztą ten serwis nie przekonuje, tyle
tylko, że do nich można wysyłać notki sms-em, czego Blog.pl został wraz z
którąś kolejną przemianą pozbawiony i choć wtedy tej opcji nie wykorzystywałam,
to teraz chętnie bym pokorzystała.

***

Próby wybrania się na piwo na razie spalają na panewce, ostatnio skończyłyśmy na
(niebiańskiej) gorącej czekoladzie. Mniam, mniam, chyba szykują się częstsze
wizyty w Hort-Cafe (polecam, zwłaszcza gęstą). Tylko zastanawiam się czy ja
jednak wciąż do spotykania się w celu picia alkoholu wciąż nie dorosłam, czy
też raczej (obstawiam tę wersję, osobiście) ja na prawdę kompletnie nie widzę
nic interesującego w alkoholu, poza smakiem dobrego wina i piwa, jakie czasem
kupuje Starszy.

Skrót z mojego życia i przemyśleń z ostatnich miesięcy chyba czas kończyć. O
ostatniej awanturze pisać nie będę tutaj, raczej na bzdetniku, jak ktoś chce
posłuchać. O wyczynach Gai też pisać nie będę, bo szkoda słów na to dziecko
błękitu.

Niech was opromienia tęcza
Irmina Garret

PS: Rainbow Team!
PPS: Figh~to! Figh~to!
PPPS: Moje życie uczuciowe to kompletna porażka. Zna ktoś jakiś zdesperowanych
młodych mężczyzn? 

Jesli czasem zastanawiacie się jaka jestem, to może komuś to coś powie.

 

Gdybym była…

Gdybym była owocem, byłabym grapefruitem.

Gdybym była kolorem, byłabym amarantowym.

Gdybym była zwierzęciem, byłabym pumą.

Gdybym była urządzeniem domowym, byłabym łóżkiem.

Gdybym była książką, byłabym „Stąd do wieczności”.

Gdybym była elementem ubrania, byłabym szalem.

Gdybym była biżuterią, byłabym wisiorkiem.

Gdybym była kredka, byłabym zieloną.

Gdybym była samochodem, byłabym Syrenką.

Gdybym była żywiołem, byłabym ogniem.

Gdybym była drzewem, byłabym bzem.

Gdybym była napojem, byłabym herbatą.

Gdybym była smakiem lodów, byłabym miętowa. 

Gdybym była osobą, byłabym sobą.

Gdybym była planetą, byłabym Marsem.

Gdybym była owadem, byłabym ważką.

Gdybym była ośrodkiem publicznego transportu, byłabym tramwajem.

Gdybym była piosenka byłabym „Modlitwą o wschodzie
słońca” Jacka Kaczmarskiego.

Gdybym była filmem, byłabym „Bootsman”.

Gdybym była porą roku, byłabym wiosną.

Gdybym była kwiatkiem, byłabym bzem.

Gdybym była kreskówka, byłabym „Pomysłowy Dobromir”
.

Gdybym była miejscem, byłabym huśtawką.

Gdybym była podarunkiem, byłabym czymś co zrozumiałby tylko
obdarowany.

Gdybym była wspomnieniem, byłabym uściskiem matczynej dłoni
przed snem.

Gdybym była miastem, byłabym Łodziom.

Gdybym była zmysłem, byłabym słuchem.

Gdybym była grą, byłabym Eternity.

Gdybym była słodyczem, byłabym lizakiem.

Gdybym była częścią doby, byłabym nocą.

Gdybym była wynalazkiem, byłabym drukiem.

Gdybym była częścią ciała, byłabym okiem.

Gdybym była krajem, byłabym Japonią.

Gdybym była smakiem, byłabym kwaśna.

Gdybym była sportem, byłabym windsurfingiem.

Gdybym była zapachem, byłabym zapachem piernika.

Gdybym była przedmiotem szkolnym, byłabym matematyką.

Gdybym była flagą, byłabym tęczową flagą.

Gdybym była budynkiem, byłabym antykwariatem.

Gdybym była guma do żucia, byłabym miętowa.

Gdybym była zabawka, byłabym skakanką.

Gdybym była materiałem, byłabym satyną.

Gdybym była figura geometryczna, byłabym rombem.

Gdybym była odpowiedzią, byłabym pytaniem.

Gdybym była słowem, byłabym „Homoseksualista”.

Gdybym była litera, byłabym A.

 

Irmina

Zanalizowana

Nie jestem słodka.

Jak ty sam nie wiesz, to skąd mam wiedzieć ja?

Ja wiem, że chce byśmy oboje byli szczęśliwi.
Tylko, ze to niekoniecznie oznacza TO.

Czy ja naprawdę nigdy się nie nauczę, ze nie należy mówić?
Znów sprzedaje siebie i teraz boli.
Wracam do bycia Kotem. Anastazją.

Kochanie chodź do mnie i przytrzymaj mnie za rękę.
Potrzebuje znowu naszej rozmowy.
Potrzebuje Tobie opowiedzieć o Tym. Może Ty mi powiesz, co się dzieje.
Już nie ufam sobie i nie ufam innym.
Nie chcę znowu być taka jak wtedy, jak w gimnazjum.

Mówienie o sobie odsłania słabe punkty. Te miękkie miejsca, w które uderzenie
boli najbardziej.

Irmina
Nieufna

PS: Kiedyś kupię nóż…
PPS: Parszywy humor. Gryzę.
PPPS: Irminy przestrzeń i Irminy muzyka
nya!

Wróciłam zmęczona i głodna.

To zdecydowanie nie był mój dzień.

Postanowiłam zrobić sobie coś, co nie będzie słodkie i kaloryczne, za to będzie
pycha.
Jadłam kiedyś taką sałatkę z jakiś zielonych liści, pomidorów, jogurtu(lub śmietany,
nie wiem) i sezamu.

Zielonego w domu nie było, sezamu również (nie Otōsan, słonecznik i dynia to
NIE to samo, co sezam, naprawdę), znalazłam za to dwa pomidorki, czosnek w
ząbkach, świeżą bazylię i kilka ostatnich plasterków polędwicy sopockiej.

Z tego powstała: „Sałatka na humorki„:

Dwa duże pomidory
Dwa ząbki czosnku (według uznania, ja po prostu lubię czosnek, można dać jeden,
albo i wcale)
Garść liści świeżej bazylii
Dwa plasterki polędwicy sopockiej (to jest improwizacja, polecam zastąpić
wędzonym indykiem, jeśli to możliwe)
Kubek jogurtu naturalnego (mam na myśli kubek z uchem, ilość jogurtu należy
dostosować do wielkości pomidorów)
Łyżka majonezu (można jej nie dodawać, lub dać mniej, majonez łagodzi smak
jogurtu)
sól, pieprz do smaku.

ew. sezam, rukola, co komu podejdzie.

Pomidory kroimy w kostkę, podobnie polędwice (lub wędzoną pierś z indyka)
kroimy, wrzucamy to do miski i szykujemy sos.

Kubek jogurtu doprawiamy łyżką majonezu, przeciśniętym czosnkiem, solą,
pieprzem i posiekaną bazylią. Całość dokładnie mieszamy.
Sosem zalewamy pomidory i polędwicę, ewentualnie posypujemy sezamem.

Najlepiej jeść z tostami.
Smacznego.

Gdy już się najadłam poczułam się lepiej i po wyczarowaniu kubka herbatki stwierdziłam,
że świat jest całkiem do rzeczy.
Co prawda widząc moje dokonania kulinarne mój brat prawie padł, ale to nie jest
moja wina, ze on nie wierz, ze ja potrafię coś ugotować.

Irmina
Z herbatką

PS: Sałatka jest pycha, a smak na długo zostaje.

PPS: Jestem do przodu o sporą kasę, bo mój bank coś sobie nie radzi sam ze sobą.

PPPS: Chcecie przepis na sałatkę z kalafiora? Też dobra.

Happy…

2 komentarzy

Enjoy!

Tworzymy razem z moją Kochaną nową, świecką tradycję.
Biedna Usagi, znowu ją będę molestować, sesese…
W każdym razie, niedziele są twoje Kota. Albo nasze.

Dostałam taki śliczny rysunek od Kochania!
Powiesiłam sobie koło głowy i patrzę na niego i wiem, że „I’m not alone
^_^”

 

***

Czytam ostatnio dużo po angielsku i teraz, co drugie zdanie chciałabym w tym
języku pisać. Bardzo irytujące, ale nic sie nie poradzi na fakt, ze najlepsze
yaoice są po angielsku.
Ostatnio mam jeszcze fazę na różne Snarry i ew. Drarry (wolę Snape’a, sesese),
a wcześniej się ich wystrzegałam jak wody święconej, no.
Ciekawe czy to zaraźliwe jest…

Ta notka jest ze zdania na zdanie bardziej absurdalna, prawda?

W każdym razie leci mi Tenacious D, które polecam wszystkim ludziom znającym
Józefa (to jest zagadka, kto mi powie, z jakiej książki pochodzi to zdanie,
dostanie nagrodę).

Irmina
Jak-Naćpana

PS: Dyskusja o narkotykach i ich zbawiennym wpływie na polską edukacje
zapamiętamy na długo.

PPS: Dzisiaj Kocham Was wszystkich. Korzystajcie.

Owned…

2 komentarzy

Żeby łatwiej było poczuć co, jak i dlaczego:

It’s OK to be gay
Fuck her gently

Choć wątpie, czy to komuś naprawdę może pomóc.

***

Nie wiem.
Po prostu nie wiem, co robić. Popełniłam błąd? Uciekam? Tchórzę? Nie wiem i to
jest najgorsze.
Mam wrażenie, że to asekuracja i to przesadna. Coś nam w tym wszystkim umyka,
czegoś nie ma, nie było i nie wiem czy kiedyś będzie.
Boję się, że robię Ci krzywdę, bo coś jest nie tak jak powinno.

Nigdy nie wierzyłam w związki w obrębie grupy. Widzimy się tyle godzin, ze nie potrzebujemy
siebie prywatnych, dla NAS. Nie szukamy tego.
Przytłacza mnie nieustająca obserwacja. Brak zaufania boli. Ja mam bardzo dużą
potrzebę wolności i nie lubię dotyku, kontaktu fizycznego, zbytniej bliskości,
bez atmosfery prywatności. Mam bardzo oddalone granice przestrzeni osobistej i
łatwo ją naruszyć. Ja muszę sama wybrać, kogo dopuszczam do siebie, a w
większej grupie to ma jeszcze większe znaczenie. Wchodzenie mi w to małe kółko
z butami powoduje, że się wściekam i zaczynam odsuwać, bronić.
Nie wiem, z czego ten strach wynika. Gdy kogoś dotykam to ma dla mnie duże
znaczenie, ale sama nie znoszę być dotykana przez każdego i przy każdej okazji.
Strząsam cudze ręce, odsuwam się, zasłaniam, zabezpieczam.
Kurde, prawie jak jakiś zły dotyk, ne?
Na szczęście nie.

Mam 18 lat.
Jestem dorosła?
Bzdura. Jestem pełnoletnia, to nie ma nic wspólnego z dorosłością.
Na co mi ta dorosłość, kiedy tak cudownie jest być dzieckiem?
Jednak… Wierzę w to, ze dam radę. Naprawdę.
Mam nadzieję, że, gdy się upewnię, to będę w stanie ci to powiedzieć.

***

Gdzie moja pizza, Usagi-chan?

Irmina
Rozchwiana

PS:
Kościół… Boli.


  • RSS